Ostatni dzień safari wypełniony był spotkaniami z najróżniejszymi
stworzeniami. Przede wszystkim nosorożce. Trudno je odszukać, bo jest ich bardzo
mało, ale także chowają się one przed ludźmi. Tym razem też przejechaliśmy obok
i dopiero po moich okrzykach, żeby wrócić, odkryliśmy stojącą matkę z dzieckiem.
Były idealnie schowane za krzakami, więc zdjęcia nie są niestety najlepsze.
Myślałem, że to biały nosorożec, ale okazuje się, że białe nie są
białe a czarne, czarne. Obydwa gatunki są szare, a różnią się innymi
szczegółami. W momencie podjechania, rozpoczęcia obserwacji, para oddaliła się i zniknęła wewnątrz gęstych krzaków. Niestety, starciliśmy je z oczu.
Spotkaliśmy natomiast bardzo dużo słoni. Niektóre zaspakajające pragnienie w
pobliskich dziurach z wodą.
Inne spacerujące po wypalonych terenach Etosha Park.
Następne spotkania. Królowie afrykańskich stepów, lwy.
Niezliczone ilości żyraf. Pierwszy raz oglądałem je w tak dużych
stadach. Szczególnie efektownie wyglądały pijąc wodę.
Przy pobocznym drzewie odkryliśmy siedzącą na ziemi sowę ze
swoimi pisklętami. Trochę dziwne, że były one na płaskim terenie. Łatwa zdobycz
dla drapieżników. Może małe wypadły z gniazda? Siedziały tam nieruchomo i tylko
matka kręciła co chwila głową, otwierając oczy lub jedno z nich.
Okazało się że po drugiej stronie drogi, na innym drzewie, siedział
ojciec i pilnie obserwował rodzinę. Gotowy do obrony jeśli była by taka
potrzeba.
Przy drodze siedział piękny hornbill i rozkoszował się posiłkiem z
jakiegoś stada robaków, mrówek? Co kilka sekund wyciągał je z wyschniętej trawy i
połykał.
Przy samej drodze chował się w cieniu drzewa najmniejszy
przedstawiciel antylop, śliczny Dik-Dik.

















Comments
Post a Comment